Poranny przegląd prasy

Kategoria: Publicystyka | Data wpisu: 12-08-2010

Franciszek Smuda (trener reprezentacji Polski) po porażce 0:3 Kamerunem:

„Gdybyśmy mieli takich wybitnych piłkarzy, jak Kamerun, mógłbym powiedzieć o którymś z nich, że zagrał słabiej w meczu. My mamy, takich graczy, jakich mamy i trzeba im pomagać, a nie oceniać indywidualnie, kto grał słabo.”

Pomóżmy im, dołóżmy im do pensji bo te marne kilkadziesiąt tysięcy PLN na miesiąc jakie zarabiają to przecież mało… Jakbyśmy MY tak wykonywali swoją pracę jak oni to robią (przecież gra w piłkę to ich praca) to dawno zostalibyśmy wykopani (o ironio!) na zbite pyski. No ale naszym orłom trzeba pomagać…

Mariusz Błaszczak, szef klubu PiS

W miejscu krzyża postawionego przed Pałacem Prezydenckim powinien stanąć pomnik – stwierdził i odrzuca wszelkie zastrzeżenia architektoniczne. – Przecież wątpliwości architektoniczne były też, gdy w Paryżu budowano wieżę Eiffla. Uważano, że jest brzydka, a teraz jest symbolem – podkreślił.

Bez komentarza bo ta cała sprawa woła o pomstę do nieba… W sumie pomsta już jest (burze, powodzie) tylko póki co jeszcze nie trafia w tych co trzeba, ale to pewnie kwestia czasu.

Koniec pandemii

Koniec pandemii świńskiej grypy. Podatnicy na całym świecie zapłacili za nią miliardy euro. Państwa zostały z milionami przeterminowanych szczepionek.

Czyli tak jak mówiliśmy. Ci co mieli się obłowić to się obłowili, ci co mieli zapłacić za to – to zapłacili. Sprawa rozchodzi się po kościach, a karawana jedzie dalej.

Ścieżki rowerowej nie będzie

Na jednej z powstających w Bytomiu ścieżek rowerowych okazało się, że drogę cyklistom będą zagradzały latarnie. Urzędnicy znaleźli już rozwiązanie. Ścieżki nie będzie, a zamiast niej powstanie ciąg pieszo-rowerowy.

No i proszę! Można? Można! Rozwiązanie problemy banalnie proste, a że ktoś zawalił? Pfff.. przecież to za publiczne pieniądze… Boże Ty to wszystko widzisz i nie grzmisz (porządnie)?

Miłego dnia – mimo wszystko!

Krótki komentarz do dzisiejszego świata

Kategoria: Publicystyka | Data wpisu: 10-08-2010

„Wzrost gospodarczy,  inwestycje,  kredyty,  budownictwo,  pieniądze,   pożyczki,  rynek,  finanse,  stopy,  rozwój sektora bla-bla-bla,  zastrzyk pieniędzy, stopy, banki…. rzygać się chce.
Ratunkuuu!! Jak długo można mieć ten „wzrost gospodarczy”? Przecież to chore! Ile można się „rozwijać”,  jakim kosztem i do czego to doprowadzi? Jakie to wszystko krótkowzroczne, przecież nie można wysuwać drabiny w nieskończoność,  nie można w nieskończoność dmuchać w balon,  nie można iść zawsze do góry! Czy ekonomiści to dzieci?
Tak jak nie może przybywać liczby ludności bez końca – tak gospodarki nie mogą puchnąć bez końca.
Powoli już się dusimy na tej planecie, już nam jest za ciepło i zaczyna gdzieniegdzie brakować paliwa, wody, surowców i jedzenia. Kto się interesuje to wie jak zniszczony i zdegradowany świat go otacza. Teraz się liczy tylko MIEĆ. A ludzie potrzebują też BYĆ, chcą żyć a nie tylko konsumować!
Jestem ciekaw co będzie kiedy Chiny, Indie i inne gęsto zaludnione a biedne kraje zaczną nas doganiać w konsumpcji i rozwoju, no jak myślicie ekonomiści, co będzie? Skąd wytrzaśniemy tyle paliwa, wody pitnej i przemysłowej i surowców?
Jedyna nadzieja to globalny rozwój na poziomie zero. Tak, Z-E-R-O. Constans. Im większy wzrost, tym bardziej splamione mamy sumienie.”

I ja się pod tym podpisuję dwiema „ręcami”.

Byle do piątku…

Chciałbym…

Kategoria: Życie prywatne | Data wpisu: 09-08-2010

…żeby ktoś przyszedł i powiedział: „Zrób tak i tak, bo tak będzie dobrze”.

Chciałbym, żeby ten pomysł tego kogoś mi się spodobał, ja bym wtedy na niego przystał i wszystko szło by dalej do przodu.

Ale życie nie jest takie proste…

Życie jest sztuką wyborów i koniecznością rezygnacji/odkładania pewnych planów na „następny raz”.

Jak to z tą ciążą na początku było?

Kategoria: Życie prywatne | Data wpisu: 03-08-2010

Obiecałem, że coś napiszę, więc w telegraficznym skrócie opiszę nasze perypetie ciążowe z mojego punktu widzenia. Zdania są powyrywane z kontekstu, ale nie otrzymałem niestety zgody na publikacje całościowych wspomnień z pierwszych tygodni ciąży, być może kiedyś w jakieś książce doczytacie sobie resztę… ;)

2 marca 2010
„Dziś skończył się nasz kilkudniowy urlop w Irlandii. Niby tylko tydzień, a atrakcji było co niemiara, tym bardziej, że pogoda nam dopisała – co nawet tambylcy zauważyli (którzy aktualnie też są w ciąży! – przypis. SirK 03.08.2010). Było miło i sympatycznie, potrzebowaliśmy takiej odskoczni od codzienności i problemów z którymi zmagamy się od jakiegoś czasu.”

3 marca 2010
Żona w pełnej konspiracji wykonała test ciążowy, choć jeszcze rano słyszałem, że testy nie są dla niej, że kosztują ją zbyt wiele nerwów. (…) – Czy Ty tutaj widzisz druga kreskę? – błagalne spojrzenie moje żony i ton głosu przygniatał mi serce, a oczy wędrujące powoli na test wypatrywały w małym okienku dwóch kresek. (…) Na teście pojawiła się bladziutka kreska.

5 marca 2010
Po badaniu HCG. – „4 tydzień Kochanie” – trudno było mi ukryć radość. Chyba właśnie w tym momencie zdałem sobie sprawę, że naprawdę jesteśmy w ciąży.
- „Naprawdę? Jejku, ja się chyba tutaj popłaczę” – odpowiedział szczęśliwy głos w słuchawce.

6 marca 2010
- „Ja bym mogła takie testy robić codziennie” – powiedziała szczęśliwa żona wchodząc do łazienki z testem ciążowym, który miała zamiar za chwilę wykonać.

7 marca 2010
Służba zdrowia w tym kraju to prawdziwy Dziki Zachód. Nawet ta prywatna, a może właśnie przede wszystkim! Nasza stara lekarka, ta pierwsza, która zna chyba naszą sytuację najlepiej oczywiście przyjąć nas nie może bo ma dużo pacjentów. Pinda siedząca w recepcji zaproponowała nam termin – 17 marca.
Pff… Poniosłem osobistą porażkę, bo liczyłem, że uda mi się ją przekonać do wciśnięcia nas na dziś.

9 marca 2010
Zżera nas niepewność. Objawów ciąży brak. Miesiączki brak. Krwawień brak. Czasem O. pobolewa podbrzusze, ale to podobno normalne. Ginekolog stwierdził, że prędzej niż za 2 tygodnie nic nie zobaczymy więc nie ma sensu robić USG tak wcześnie.

10 marca 2010
Póki co nikt poza nami nie wie jak mają się nasze sprawy. Nie chcemy zapeszać, jesteśmy pełni obaw więc po co dodatkowo mieszać w głowach najbliższym? Co jak nic z tego nie wyjdzie? Na razie czekamy. Ściska nas w dołkach bo chcielibyśmy wybuchnąć i wyrzucić to z siebie, podzielić się tą wspaniałą nowiną z naszymi bliskimi, ale wiemy doskonale, że jest jeszcze zbyt wcześnie na radość.

13 marca 2010
W sobotni poranek postanowiliśmy wykorzystać ostatni test ciążowy jaki nam został. Nareszcie ujrzeliśmy dwie wspaniałe, pełne kreski – wzorowe kreski.

15 marca 2010
Dziś o 17. Jechaliśmy pełni nadziei, że to właśnie dziś usłyszymy, że się udało. Naiwni… Na miejscu okazało się, że w gabinecie nie ma USG dopochwowego (plus jest taki, że dowiedziałem się, iż USG są różne), a na tradycyjnym nic nie widać.

16 marca 2010
Dupa. Dupa. Dupa. Nic nie wiemy. Tzn. USG zostało wykonane. Pęcherzyk jest, ale ma wielkość (tylko?) GS=1,15cm co oznacza, nie mniej nie więcej tylko 5 tydzień 2 dzień. Czyli tydzień opóźnienia. Ciąża nie rozwija się prawidłowo? Coś się popierdzieliło? Mamy pusty pęcherzyk? Internet pełny różnorakich opowieści, z których nic nie wynika.

17 marca 2010
- „Niedobrze mi” – bełkocze pod nosem moja druga połowa. Mdłości! :)

20 marca 2010
Poranne mdłości nasilają się. Tak mi się przynajmniej wydaje. Zaczęły się w środę od leciutkich „hepów”, a dziś widziałem w oczach mej Lubej, że nie jest dobrze. Przygotowywanie śniadanie staje się powoli dla niej męką, a co dopiero gdy trzeba je zjeść.

22 marca 2010
Dzień rozpoczęliśmy od silnych mdłości. To jest ten dzień, gdy pierwszy raz od niepamiętnych czasów musiałem zająć się śniadaniem bo moja małżonka nie dała rady ;). Miałem przeczucie i odwiozłem dziś O. do pracy. To już ostateczne odliczanie do kolejnej wizyty u ginekologa, która czeka nas w piątek.

26 marca 2010
7 tydzień. Przewidywany termin porodu to 12 listopada. (…) Dzień 26 marca 2010 roku przejdzie do historii jako jeden z najpiękniejszych dni mojego życia.

28 marca 2010
Weekend upłynął pod znakiem obwieszczania najbliższym naszego sekretu. Na pierwszy ogień poszli moi rodzice (przyszli dziadkowie ;), później dziadkowie (przyszli pradziadkowie ;), a na deser zostawiliśmy sobie rodziców O. (czyli przyszłych dziadków II ;). O. miała rację mówiąc, że „każdy reaguje inaczej” na tego typu wiadomości. Jedni tłumią w sobie emocje, inni są bardziej ekspresyjni…

C.D.N za jakiś czas ;)

Wiem, dawno nie pisałem i już mnie nie lubicie

Kategoria: Życie prywatne, Życie zawodowe | Data wpisu: 02-08-2010

…ale szczerze mówiąc mam cichą nadzieję, że jeszcze od czasu do czasu tu zaglądacie ;).

Dawno nie pisałem, choć tematów do pisania jest sporo. I nie mam tutaj na myśli spraw POlitycznych, podwyższanych podatków czy smoleńskich hipotez na temat katastrofy lotniczej z kwietnia. Nie, nie. Wręcz przeciwnie. Jak już wiesz mój drogi pamiętniczku Żona ma jest w ciąży i oczekujemy w listopadzie potomka (który Tomkiem co prawda nie będzie, ale…). W związku z tą wspaniałą nowiną wiele rzeczy się u nas zmienia, wiele zmienić się będzie musiało lada chwila (tylko jeszcze nie do końca wiemy jak i w którym kierunku) i wiele się już zmieniło.

Przede wszystkim strasznie się cieszymy. Gdy patrzę dziś na kalendarz i widzę sierpień to nie mogę w to uwierzyć jak szybko ten czas minął. I niech mija dalej, szybciej, niech już będzie listopad.

Poza tym? Praca… praca… praca. Żyjemy w takich popieprzonych czasach, że gdy człowiek nie pracuje to wydaje mu się, że się obija, źle się czuje i wraca mimowolnie do swoich zadań. Ja przynajmniej tak mam. Brak urlopu w tym roku spowodowany ciążą O. (brak możliwości dalszych wyjazdów) oraz ograniczeniami finansowymi (O. jest na L4, w normalnym  świecie dostawałaby 100% swojej pensji, ale że jej pracodawca wspaniałomyślnie oszczędza na ZUS’ie i podatkach to otrzymuje to co ma oficjalnie na umowie, a że ma najniższą krajową to aktualnie taką jałmużnę otrzymuje od ZUS’u…, takie są realia niestety) powodują, że zmęczenie doskwiera dość mocno, bo wiele można dać z siebie mając w perspektywie urlop, a zdecydowanie trudniej się zmobilizować, gdy takiej perspektywy brak. No ale jakoś pchamy ten wózek i z niecierpliwością oczekujemy na rozwój wypadków, ta druga połowa roku będzie trudna i bardzo ważna…

A propos wózków i ich pchania – oczywiście rozglądamy się za nowym bolidem dla maleństwa. Ludzie! Ja nie sądziłem, że to jest takie trudne! :). Trzeba zwrócić uwagę na koła, na ramę, na wagę, na wielkość, na możliwość składania, na ilość miejsca w środku, rodzaj spacerówki, na ilość elementów…. Do tego oczywiście jakieś łóżeczko (tu akurat sprawa jest ciut prostsza), wanienka i milion innych małych rzeczy dla małego człowieka :).

Rozmówki małżeńskie

Kategoria: Życie prywatne | Data wpisu: 26-07-2010

Uruchamiam livechat’a na stronie sklepu, aby wyjść jeszcze bliżej do Klientów, aby umożliwić im bezpośredni kontakt ze sprzedawcą itd. Działa to na zasadzie takie, że na stronie pojawia się okno chatu i Klient który aktualnie ogląda rzecz X może bezpośrednio w to okienko wpisać swoje pytanie i trafi ono prosto do nas. Na żywo poprzez to małe okienko będziemy sobie mogli porozmawiać i wyjaśnić wątpliwości. Pokazuje wersje testową Żonie:

Ja:
Po lewej dodałem widget GG. Co myślisz o takim rozwiązaniu?
O:
Jaaaa… i to działa on-line? Super!
Ja:
No :)
O:
a jak ktoś napisze huj ci w dupę?

i pozamiatane :)

Jesteśmy w ciąży

Kategoria: Życie prywatne | Data wpisu: 29-03-2010

Test ciązowy - dwie kreski

:-)

Kiedyś o tym napiszę…


Ciekawy cytat

Kategoria: Publicystyka | Data wpisu: 23-03-2010

„Ojciec mnie wychował w demokracji, tzn. zawsze miałem do wyboru: albo zrobię to co on powiedział albo mogłem wypierdalać”.

Dziś brakuje takich Ojców.

Kawalerka? Nie! Apartament!

Kategoria: Wykopaliska | Data wpisu: 11-03-2010

Dotychczas wydawało mi się, że mieszkanie jednopokojowe to kawalerka, a 25m2 to klitka… dziś jednak dzięki Internetowi zostałem oświecony:

Apartament po polsku

Oto „Apartament jednopokojowy” o powierzchni 25m kwadratowych – najnowszy wynalazek polskich developerów.

HeHe…

Kocham Cię jak Irlandię…

Kategoria: Podróże i wycieczki, Życie zawodowe | Data wpisu: 03-03-2010

Jeden obraz wystarczy za tysiąc słów… kilka obrazów powinno zastąpić cały wpis.

Takisobiaja i wózek - widok pierwsza klasa! ;)

Takisobiaja i wózek - widok pierwsza klasa! ;)

Szpila - Dublin

Szpila - Dublin

Jameson - jak można nie lubić Whsiky !?

Jameson - jak można nie lubić Whsiky !?

Galway - Wyprawa przed duże W :)

Galway - Wyprawa przed duże W :)

:)

:)

Dublin by Night...

Dublin by Night...

Pierwszy z planów na 2010 rok został zrealizowany. Baterie naładowane. Karawana jedzie dalej. Było świetnie!

Sosq, Sosqowa i Sosqlina – dzięki (wiem, wiem powtarzam się ;)