Boom Boom Pow

Kategoria: Życie prywatne | Data wpisu: 06-08-2009

Tak tak jestem… tak tak żyje… tak tak jakoś się mam.

Praca pochłonęła mnie całkowicie. Od 5 rano do 23. Chociaż nie pracuję non stop, moje myśli wciąż krążą wokół pracy, sklepu, fabryki i wszystkiego co z tym związane.

Ale dziś w końcu zaświeciło chociaż na chwilkę słońce… dziś kupiłem zgrzewkę Żubra (niesamowicie zasmakowało mi to piwko, do tego stopnia, że coraz częściaj zdradzam mojego Żywca z Żubrem lub ew. Okocimem – Okocimem czy Okocimiem? Okocimiem, zdecydowanie…), Żonce postawię dziś wino Carlo Rossi i będzie chociaż przez 5 minut będziemy upajać się chwilą… to jest jedna z tych chwil, które dają mi tak ogromny zastrzyk adrenaliny i chęci do jeszcze wydajniejszej pracy (bo z tą wydajnością to ja ciągle mam problemy), za którymi tęskniłem od co najmniej 5-6 miesięcy. No dobra przesadzam. Od marca ;).

Wiem wiem lato w pełni. Ale Ci którzy pracują w fachu turystycznym w sierpniu nie myślą w tej chwili o wakacjach, morzu i plażach tylko o zimowych stokach, strzelających korkach od szampanów i górach pokrytych śniegiem. Dla mnie rozpoczął się (już jakieś dwa tygodnie temu) sezon sylwestrowo-noworoczny i niech trwa… Do stycznia! A co! W branży turystycznej co prawda kryzys (jeśli wierzyć mediom), ale jak mówią mądrzy ludzie – najlepiej zarabia się na kryzysie. W nadchodzących tygodniach i miesiącach będę miał doskonałą okazję, aby sprawdzić wartość tych słów.

W sklepie zostałem chwilowo sam na posterunku. Ciężko jest. Nie ukrywam. Ale z drugiej strony, nikt nie mówił, że będzie lekko. Mało tego. Za miesiąc, wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze ciężej. Szykują się małe zmiany, a jak to często bywa przy zmianach, nikt nie wie co przyniosą. Pożyjemy zobaczymy.

A póki co – temat tygodnia – final countdown do urlopu. Jeszcze 8 dni. No już prawie 7. W sumie to 6. Właściwie to prawie urlop ;).

Następny tydzień będzie uwieńczeniem całej tej debilnej gonitwy za pieprzonymi złotymi talarami.

Ale za to później…

Przez pełne 19 dni będę się byczył (ja pierdziele 19 dni wolnego!!!)… kąpał w słońcu, opalał swoje wspaniałe ciało (haha!) na najpiękniejszych na świecie plażach, chodził po bosaku, topił mordę w złocistym napoju, bawił na weselach (dwóch!) itd. itd. Ojjj będzie się działo! Jeszcze tylko kilkadziesiąt godzin… Damy radę. No dobra wiem, że w 100% nie oderwę się od pracy, ale na pewno chociaż w 70… c’nie?

A póki co wracam do obowiązków. Trzeba przyjąć towar z importu. Przygotować wysyłkę na jutro. Uruchomić dwa nowe małe-szybkie projekciki i walnąć się w piekielnie gorąco wyro po sesji z ukochanym Tonym Soprano (bez domysłów zboczeńcy! ;).

ps.

Zapraszam na nowe forum – Sylwester 2009 już za 147 dni! :)

ps. 2

Dziś w tle:

oraz

i na deser:

Niesamowita dawka pozytywnych emocji, które (wzorem Pana Kaszpirowskiego) wysłam Wam, moi Drodzy i wytrwali czytelnicy, za pośrednictwem sieci w każdy zakątek świata :)

Polecam!