Żałoba narodowa

Kategoria: Publicystyka | Data wpisu: 19-09-2009

Właśnie media podały, że Prezydent jeszcze dziś ma ogłosić żałobę narodową w związku z katastrofą w kopalni Wujek-Śląsk. Żałoba będzie trwała 2 dni, a rozpocznie się w poniedziałek.

Abstrahując od tego, że wczoraj wydarzyła się wielka tragedia  (jako mieszkaniec Śląska od urodzenia, zdaję sobie z tego doskonale sprawę – co to znaczy kopalnia, praca w kopalni, górnicy itd) uważam, że ogłaszanie po raz kolejny w ciągu ostatnich lat żałoby narodowej uważam za bezsensowne. Od wczoraj trwa tygodniowa żałoba w Rudzie Śląskiej i ok, taka tragedia najbardziej dotknęła właśnie mieszkańców tego miasta, wiele osób straciło bliskich, znajomych, sąsiadów, kolegów… ale na Boga – co ma czuć mieszkaniec Gdańska, Gdyni czy Poznania, który nie ma nic wspólnego z mieszkańcami Rudy Śląskiej? Ma usiąść i płakać?

Wiecie jak w Polsce będzie wyglądać ta nasza żałoba narodowa (ogłaszana już po raz jedenasty w ciągu ostatnich 8 lat)? Przez dwa dni nie będzie co oglądać w TV (choć i tak już nic nie ma więc to akurat żadna różnica), gazety codzienne i przede wszystkim wszystkie portale internetowe będą „łączyły się w bólu” z rodzinami ofiar poprzez zmianę logo z kolorowego na czarno-białe… i tyle! Tak właśnie wygląda żałoba narodowa w Polsce. Poza tym, nic się nie zmieni, nikt się nie zatrzyma, nikt nie będzie się przejmował, ani myślał o ofiarach i rodzinach ofiar, a wszystko to dzięki naszym władzom, które swoimi decyzjami dewaluują znaczenie tak poważnego wydarzenia jakim jest żałoba NARODOWA.

Powtarzam jeszcze raz, jest mi niezwykle przykro i smutno ze względu na wydarzenia z kopalni Wujek. Mój ojciec przez całe swoje życie był związany z górnictwem, mój dziadek, mój pradziadek też i moja mama również. Jestem mieszkańcem Śląska, jestem Ślązokiem, wiem co to znaczy pracować na kopalni i wiem jak wiele znaczą kopalnie dla Śląska. Nie wymagajmy jednak, aby wypadkiem w kopalni, nawet tak tragicznym, emocjonowali się mieszkańcy całej Polski. To straszna tragedia dla mieszkańców Rudy Śląskiej i całego Śląska, ale nie dla narodu. Pamiętajmy, że zawód górnika jest zawodem niebezpiecznym i niezwykle ciężkim. Ryzyko jest wpisane w ten zawód! To właśnie stąd te wszystkie „Szczęść Boże”…  Szkoda, że władze Państwa o górnikach przypominają sobie jedynie w tak smutnych okolicznościach… gdy gra toczy się o miejsca pracy, górnicy przedstawiani są jako bandyci i złodzieje palący opony i niszczący mienie w Stolicy.

I na koniec ciekawostka. Czy wiecie, że od 2001 roku żałobę narodową w Polsce ogłaszano częściej niż w w poprzednich 100 latach? Żyjemy w ciekawych czasach…

Żałoba narodowa w Polsce

Źródło: Wikipedia

Tak się robi biznes w Polsce cz.1

Kategoria: Publicystyka, Życie zawodowe | Data wpisu: 16-09-2009

Mamy XXI wiek. Jesteśmy w Unii Europejskiej. Wszyscy mamy dostęp do komórek, maili – kontakt ze światem 24h/dobę 7 dni w tygodniu (no chyba, że ktoś ma wolne weekendy ;). Mimo to wszystko czasem wydaje mi się, że żyję w jakimś średniowiecznym Państwie albo przeniosłem się do czasów PRL’u, gdzie wszystko co prawda można było załatwić, ale „Panie! To się tak nie da od razu, to trzeba z kerownikiem gadać ….” itd. Dziś pierwsza część opowieści o tym jak wygląda codzienność polskiego, wciąż jeszcze początkującego e-biznesmena.

Sytuacja 1 – „Trzeba znać słowo klucz

Wysyłam zapytanie ofertowe do firmy D (nazwijmy ją tak od pierwszej litery jej pełnej nazwy). Zapytanie wysyłam oczywiście z formularza zamieszczonego na stronie internetowej firmy D. Firma D to wielka, międzynarodowa korporacja, od lat działająca w Polsce, mająca ustabilizowaną markę i renomę na rynku. Po wysłaniu zapytania (formularz jest długi, zawiera liczne pytania, a jego wypełnienie zajmuje dobrych 15 minut) oczekuję na odpowiedź przez dni: 5. Po pięciu dniach, czyli właściwie po tygodniu, dzwoni do mnie miła Pani z firmy D i przeprowadza ze mną wywiad telefoniczny w sprawie mojego zapytania. Rozmowa trwa około 15 minut, odpowiadam na kilkanaście pytań dotyczących specyfikacji oferty… jak się możecie domyślić – są to te same pytania, na które już udzieliłem odpowiedzi poprzez elektroniczny formularz. OK. Zaciskam zęby i po rozmowie czekam tydzień na odpowiedź, która pojawia się w mojej skrzynce emailowej. Alleluja myślę sobie i szybko gryzę się w język bowiem oferta przygotowana dla mnie jest niczym innym jak zwykłą ofertą, do której dostęp ma każdy Internauta potrafiący posługiwać się przeglądarką internetową… Na nic więc moje maile, wypełnianie niezliczonych pól w formularzu i cenne minuty poświęcone na rozmowę. Zdenerwowany wysyłam maila – kulturalnie, ale dobitnie informuję, że robią mnie w balona, a przesłana oferta to jakiś żart. Aha i że żałuję, że w ogóle podjąłem się kontaktu z firmą D, bo nie są wcale lepsi niż firma, z którą obecnie współpracuję i nie jestem wcale zadowolony, co spowodowało chęć zmiany…

Jak się później okazało właśnie zdanie na temat konkurencji i chęci zmiany firmy U na firmę D, było słowem kluczem! Po 20 minutach zadzwoniła do mnie bardzo miła Pani 2, szybko ustaliliśmy czego oczekuję, a godzinę później miałem na mailu ofertę, która mnie w pełni satysfakcjonowała…

Ale. To nie koniec opowieści.

Dzień, w którym otrzymuję ofertę jest moim ostatnim dniem przed urlopem. Wymarzonym i wyczekanym. Pani z firmy D wiedziała o tym od samego początku. Nie był to żaden problem (podobno). W poniedziałek zobligowała się do wysyłki propozycji umowy, a ja (mimo, iż miałem być na urlopie) zobligowałem się do tego, że ją odbiorę i przejrzę, a podpiszę i odeślę po powrocie. Na urlop wyjechałem, ale oczywiście projektu umowy nie otrzymałem. Po 4 czy 5 dniach, mailu i telefonie Pani z firmy D wysłała umowę i… wyjechała sobie na urlop (o czym oczywiście nie poinformowała mnie wcześniej, jakby tego było mało sprawy również nie przekazała komuś innemu). Pech chciał, że jeden punkt, dosyć poważnie mi nie odpowiada i wymaga negocjacji (zmiany). Pani z firmy D do 13′tego była na urlopie . OK. Każdy ma prawo wypocząć. Każdy ma prawo powoli się rozpędzać po urlopie. Czekałem cierpliwie. Minęły 3 dni i cisza. Wysłałem 4 maile i cisza. Umowa niby jest (projekt), ale jej nie ma (bo jest nie podpisana). Współpraca miała się rozpocząć 14 września…

Miało być tak pięknie…

Morał.

Mimo wszystko wciąż liczę, że uda się umowę podpisać i cała sprawa dojdzie do skutku. Sposób załatwiania sprawy jest jednak dla mnie co najmniej dziwny.  Po pierwsze zgłasza się do firmy klient, który wie czego chce, wie ile może wydać, firma ma go na tacy, ma wszystkie dane, a mimo to wysyła ofertę, która tak naprawdę nadaje się tylko do kosza… Przecież ten człowiek nie jest idiotą (a może firma na to właśnie liczy?) i porówna ofertę z ofertami innych (jeśli jest początkujący). Dopiero użycie słowa klucza, który w tym przypadku jest informacją o konkurencji sprawia, że jednak można przedstawić klientowi ofertę, która będzie satysfakcjonująca dla obu stron i przede wszystkim kilkanaście % tańsza!

Niestety, umowa zawiera kruczek (ale to w Polsce raczej standard) i wyjaśnienie tej jednej pierdoły to już nie taka prosta rzecz! Mało tego! Zamiast szybko wyjaśnić sprawę i zacząć zarabiać pieniądze(!) lepiej schować się gdzieś pod jakimś „kamyczkiem” i udawać, że cała sprawa nie istnieje… a może ja faktycznie nie istnieje? I ta umowa też? I moja firma? I firma D? eh…

CDN.

Urlopowe przemyślenia 2009

Kategoria: Podróże i wycieczki, Życie prywatne | Data wpisu: 02-09-2009

Urlop 2009 powoli, ale niestety nieuchronnie zbliża się do końca. Dziś ostatni dzień, ale jednocześnie już pierwszy na posterunku pracowniczym. Taka sytuacja pozwala z jednej strony na odrobienie części zaległości (a jest tego sporo…),  z drugiej zaś na swobodne obijanie się – bo przecież ja jeszcze wciąż mam urlop :).

Tegoroczny urlop był bardzo udany. Dopisała przede wszystkim pogoda – rzecz niespotykana nad polskim morzem czyli słoneczne dwa tygodnie z temperaturami nie rzadko powyżej 25*C! Dopisały humory, była dobra organizacja (w końcu sami sobie ten urlop organizowaliśmy ;), były liczne wycieczki, samochód został solidnie przetestowany (począwszy od jazdy po szutrowych drogach, które wyznaczył „wspaniały” GePeEss na trasie do Malborka, na spotkaniu z lisem przy prędkości około 100km/h skończywszy), było nieziemsko różnorodnie (urlop = 2 wesela, zwiedzenie, wylegiwanie z zimnym piwkiem i gazetką na plaży…), było rodzinnie, było tak bardzo inaczej, że nie sposób było nie odpocząć.

Urlop sprzyjał również przemyśleniom. Dużo wolnego czasu, brak większości obowiązków firmowych sprzyjał zastanawianiu się nad swoim życiem, pracą, codziennością itd. Ogólnie i w skrócie doszedłem do wniosku, że tam, za tym szklanym ekranem, za murkiem firewall’a, za klawiaturą i setką bajtów też jest życie! Mało tego! Życie bez Internetu, bez tej niewyobrażalnej ilości bezsensownych, nic nie dających wiadomości, które bombardują nas każdego dnia z setek licznych serwisów internetowych jest lepsze! Umysł odpoczywa, skupia się tylko na rzeczach ważnych i niezbędnych. Z większą uwagą słuchamy bliskich, rozmawiamy ze sobą, spędzamy wspólnie czas… Dla człowieka, który od kilku lat żyje niemal tylko w wirtualnym świecie to ciekawe doświadczenie. Ale tak naprawdę, to w XXI wieku, większość z nas – czytających blogi, mikroblogi, rozmawiających na GG czy Skype, czytających bełkotu na stronie głównej gazeta.pl zamiast papierowych pachnących drukiem wydań Przekroju czy Przeglądu sportowego taki świat to prehistoria. Niestety tak właśnie jest! Wiem, że to co napiszę, nie zmieni ani świata, ani Twojego życia, nie zmieni się również bieg historii, ale zastanówcie się przez chwilę jak wiele czasu tracimy na bezsensowne czynności w Internecie, jak wiele idiotyzmów przeplywa z ekranu komputera do naszych głów, jak sami sobie pierzemy mózgi przyzwyczajając je np. do krótkich, bełkotliwych wiadomości dnia czy w zdecydowanej większości bezwartościowych mikroblogowych  newsów.

Życie to nie TVN24 czy portal z wiadomościami czy Blip. Prawdziwe życie toczy się za oknem. Czasem warto tam spędzić troszkę więcej czasu.

Wracając jednak do głównego wątku czyli urlopu AD 2009 – tak w telegraficznym skrócie, bez zbędnego gadania tak to wszystko mniej więcej wyglądało:
http://www.slide.com/r/Iu2p8ylo5z8kep1Xt3im4aW8Tv91wIz_