Piątkowy power

Kategoria: Życie zawodowe | Data wpisu: 29-01-2010

OK, przyznaje – umknęło mi to w gąszczu zajęć, pracy, problemów i codzienności. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Mój serwis pojawił się w Megapanel’u!

Megapanel – celem badania jest zebranie informacji na temat polskiej społeczności internetowej, określenie profilu użytkowników internetu, intensywności korzystania z sieci, a także stworzenie rankingu najbardziej popularnych stron WWW i programów.

Megapanel Turystyka - Listopad 2009I ja wiem, że 20 miejsce to nie jest wielki wyczyn. Ja wiem, że to dane za listopad. Ja wiem, że to tylko turystyka. Jednak mimo wszystko to cholernie fajna sprawa, że w zestawieniu najczęściej oglądanych serwisów pojawia się w 100% TWÓJ stwór. Stworzony i wykreowany bez sztabu ludzi i trylionów dolarów wydanych na marketing. Garażowy projekt, który przerodził się najpierw w dochodowy interes, a teraz właściwie inwestycje (tak jakby). To dodaje sił. Takie wyróżnienie jest warte więcej niż złote talary zarobione w całym 2009 roku (choć te też są ważne :). To docenienie pracy, która została włożona w to przedsięwzięcie. To nagroda, może jeszcze nie Oscar, ale coś tak jakby nominacja do Złotego Globa :).

Karawana choć na chwilę przystanęła, teraz już wiadomo, że jedzie dalej… Za niecały miesiąc wyniki za grudzień :)

I mimo, że za oknem piękna zima, czas pomyśleć już o sezonie letnim!

Wspomnień czar czyli studencka impreza

Kategoria: Życie prywatne | Data wpisu: 20-01-2010

Jak za dawnych dobrych lat. Pełen spontan. Prawdziwie wybuchowa mieszanka najróżniejszych alkoholi i  niezła zabawa kilku osób, które swoje lata studenckie mają  już za sobą, ale tylko jeśli patrzeć na metryczki ;)

Dlaczego nie oglądam TVN24?

Kategoria: Publicystyka | Data wpisu: 15-01-2010

Odpowiedź: bo nie lubię gdy ktoś kreuje rzeczywistość, a ta stacja robi to najlepiej – przykładem jest to co się stało wczoraj czyli wielka awaria prądu w Warszawie by TVN24.

Śmieszne? No śmieszne, tylko jeśli takie wiadomości podaje się jako NEWS to strach pomyśleć jak bardzo media (bo sprawa nie tyczy się jedynie TVN24) naginają rzeczywistość tylko po to, aby było o czym mówić.

Ale ale… Nie jest to pierwsza wpadka TVN’u. Jakiś czas temu dali prawdziwy popis dziennikarstwa publikując „niesamowite zdjęcia z katastrofy samolotu„, które miały być wykonane na kilka sekund przed rozbiciem jednostki. To dopiero był NEWS!

Bo dziś liczy się NEWS, dziś liczy się katastrofa, dziś liczy się zdjęcie, które najlepiej pokazuje ludzką tragedię, bo NEWS to oglądalność, a oglądalność to kasa. Dziennikarstwo to już nie misja. Dziennikarstwo to biznes.

Kochanie – może wyjdziemy do Austrii ?

Kategoria: Publicystyka, Życie prywatne, Życie zawodowe | Data wpisu: 13-01-2010

W ostatnich dniach dużo rozmawiamy z O. na różnorakie tematy. Jakoś tak się układa, że wieczorem mimo, że mamy swoje zajęcia i obowiązki, znajdujemy chwilę, aby porozmawiać o codziennych sprawach, nurtujących nas problemach i chodzących po głowie pomysłach. Fajna to sprawa, a takie małe „burze mózgów” często prowadzą w ciekawe zakamarki życia.

Wczoraj poruszony został temat mieszkania za granicą. Dokładniej rzecz biorąc w Austrii. Tak, w tej Austrii gdzie witaliśmy Nowy Rok prawie miesiąc temu. Jak to zwykle bywa, podzieliliśmy się na dwa obozy i z okopów ostrzeliwaliśmy drugą stronę nabojami z „za” i „przeciw”. Wszystko jednak w myśl zasad fair play i z poszanowaniem przeciwnika, więc krew się nie lała, a wieczorem poszliśmy nawet razem spać ;).

Generalnie rzecz biorąc temat emigracji wciąż chodzi mi gdzieś tam po głowie. Nie mam zamiaru jednak wyjechać, szukać pracy, budować wszystko od nowa. Nie. Zależy(?) mi na tym, aby zmienić po prostu kraj w którym mieszkam, miejsce gdzie płacę podatki i żyć szczęśliwie, spokojnie i bezpiecznie. Tak naprawdę o nic więcej mi nie chodzi. Chciałbym wyjechać i zajmować się dalej tym czym się zajmuje, może jedynie na większą skalę, może jedynie za jakiś czas za inną walutę (co jest w takim przypadku nieuniknione). Moje szczęście(?) polega na tym, że te myśli to nie są nierealne marzenia. Dzięki temu, że zajmuje się tym czym się zajmuję nie jestem przywiązany do żadnego miejsca na świecie. Mogę równie dobrze pracować siedząc w mieszkaniu w Polsce, u Sosina w Irlandii, w greckiej tawernie czy w austriackiej knajpie. I moim klienci i nie będą widzieli różnicy! Ha! To jest dopiero globalizacja i XXI wiek! Jak zwykle wszystko rozbija się jedynie o pieniądze…

Przy takim rozwiązaniu trzeba (ja bym chciał) osiągnąć pewien pułap zarobków, który pozwoliłby na spokojne przenosiny. Urządzenie na miejscu jakiegoś gniazdka i kontynuowanie/rozpoczęcie działań. Nie wiem jak dokładnie wygląda tam sprawa prowadzenia własnej działalności, ale szczerze wątpię, aby było to bardziej zagmatwane niż w Polsce. Oczywiście, nie da się uniknąć problemów językowych, urzędowych i innych typowych przy tego typu akcjach, no ale coś za coś. Szybkie wyliczenia wskazują, że wynajęcie domu to koszt ok. 500e. Dużego domu z ogrodem. Wiadomo, że trzeba coś jeść, coś pić, za Internet, prąd i benzynę płacić (ta ostatnia jest akurat stosunkowo tania jak na UE, a Internet w tanim pakiecie działa lepiej niż mój w domu – sprawdzone miesiąc temu). Ogólnie jednak są to sumy  dosyć duże, ale tylko przy przeliczeniu na złotówki, bo pamiętajmy że za granicą docelowo jednak zarabia się w Euro – wtedy nie wygląda to już aż tak strasznie.

Oczywiście – jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa (jeśli nie najważniejsza). Rodzina. Jesteśmy związani z nią bardzo i choć nie jest największa to jednak myśl, że w każdej chwili możesz zadzwonić, porozmawiać, poradzić się lub po prostu poprosić o pomoc stanowi wielkie poczucie bezpieczeństwa. Na szczęście żyjemy w XXI wieku, mamy Internet, Skype’y, kamerki, słuchawki – nie ma problemu z kontaktem – no ale obiektywnie trzeba przyznać, że jednak to nie to samo.

Na plus – to tylko 6h jazdy (jak zbudują autostradę w Polsce i dokończą budowę w Czechach to może nawet 5?), a ludzie są tam jacyś milsi, życie biegnie jakoś spokojniej, w wolne dni jest naprawdę wolne, a możliwość zajadania na śniadanie przepysznego, świeżutkiego, austriackiego strucla czy dostęp do fantastycznych miejscowych win, które wieczorami można sączyć przy kominku to bardzo pociągająca wizja.

Podsumowując: temat jest bardzo ciekawy i na pewno wzbudza pewne kontrowersje. Tym bardziej, że nie jest nierealną mrzonką. Są za. Są przeciw. Są plusy i są minusy, a ewentualna decyzja należy przecież do nas.

Tymczasem wracam do pracy, bo „kapitału przeprowadzkowego” jeszcze  nie uzbierałem więc wszelkie dywagacje na ww. temat są tylko upłynnieniem luźnych myśli odbijających się w mojej głowie ;)

Niech to będzie dobry rok!

Kategoria: Podróże i wycieczki, Życie prywatne | Data wpisu: 05-01-2010

No i nadszedł Nowy Rok. Przez jednych wyczekiwany, przez innych przeklęty od samego początku. Jak zwykle o północy 31 grudnia zjawił się u naszych drzwi, czy tego chcemy, czy nie ładnie (hucznie) się przywitał i wygląda na to, że  zostanie z nami przez najbliższe 365 dni. W takich momentach, na przełomie, my ludzie, mamy skłonności do podsumowań, stawiania postanowień, głębszych niż na co dzień przemyśleń – jedni rzucają palenie, inni zaczynają nowe życie, jeszcze inni robią podsumowania zysków i strat z ubiegłego roku, wyciągają wnioski, tworzą plany na przyszłość… Tacy już jesteśmy.

Grudzień 2009

Podsumowanie 2009

Nie lubię podsumowań, ale 2009 rok oceniam dobrze z plusem. Myślę, że im więcej czasu upłynie od jego odejścia tym jego ocena będzie wyższa. Nie był to rok wielkich wojaży, ani niezwykłych wydarzeń, ale z perspektywy czasu rok ten należy ocenić zdecydowanie in plus, a już na pewno powyżej średniej. Nie każdego Sylwestra spędza się w zasypanych śniegiem Tatrach, nie każdy Nowy Rok wita się w zwariowanym towarzystwie, nie co roku zjeżdża się z Bani gdy tak naprawdę ledwo co jeździ się na nartach :). Rok 2009 zaczął się hucznie. Później było wytężone 12 miesięcy pracy, ciężkiej, długiej, mozolnej pracy, przerywanej niezwykle miłymi momentami. Nie co roku wyjeżdża się na weekendy w góry (zimą, wiosną, latem i jesienią), nie co roku kupuje się nowy samochód, w końcu nie co roku ma się nad polskim morzem 14 dni przepięknej słonecznej pogody pod koniec sierpnia (podczas urlopu)! Tak… wiele miłych wspomnień pozostanie po tym starym 2009 roku.

2009 rok to również wytężona praca, męcząca i nerwowa, ale nie może być inaczej gdy łapie się kilka srok za ogon. 20h/dobę, 7 dni w tygodniu potrafi dać popalić do takiego stopnia, że nie wiesz jak się nazywasz. Turystyka i ecommerce choć na pierwszy rzut oka zupełnie odmienne tematy, mają wspólny mianownik – Klientów, którzy potrafią doprowadzić czasem do szewskiej pasji. Kontrahentów, którzy mówią jedno, a robią zupełnie co innego i serwery – które zamiast działać plątają figle w najmniej oczekiwanych momentach. To wszystko zebrane do kupy i skumulowane na głowie jednego człowieka potrafi wyprowadzić z równowagi największego „spokojnisia”, a ja do takiego gatunku się nie zaliczam. Zdecydowanie nie. No ale, ostatecznie te wszystkie wydarzenia pozostaną jedynie wspomnieniami, a na kartce papieru zapisze się podsumowanie, które wygląda całkiem dobrze jak na czasy kryzysu:

Porównanie 2008 i 2009

Plany na 2010

Nowy Rok również zaczął się wystrzałowo. W powietrze posłaliśmy dziesiątki całkiem niezłych „pershingów” i pokazaliśmy Austriakom jak się powinno witać roczek :).

Nasze pershingi w akcji

Nowy Rok to okazja do tworzenia wielkich, dalekosiężnych planów. Osobiście nie należę do osób, które swoje plany i cele rozpisują skrupulatnie na kartce papieru (a szkoda), choć w ostatnim roku poczyniłem pewne postępy w tej dziedzinie i mam zamiar dalej iść tą drogą bo jest to niezwykle pomocne. Plany w głowie są, cele również, mam nadzieję, że do połowy stycznia uda mi się je przelać na papier i usystematyzować, co przyniesie korzyści w kolejnych miesiącach.

Pierwszy odpalacz w sylwestrową noc :)

Postanowienia na nadchodzący rok

Pracować wydajniej (co nie znaczy, że więcej, dłużej – wręcz przeciwnie, krócej, ale lepiej). Pod tym pojęciem, kryje się m.in rezygnacja z ciągłego, bezsensownego przeglądania newsów, przesiadywania na mikroblogach i wspomniane wcześniej planowanie czasu pracy poprzez wyznaczanie checkpointów i tasków :)

Wyklarować swoją ścieżkę zawodową. Czas najwyższy na pewne decyzje, myślę, że w 2010 roku wiele spraw w tej kwestii ma szansę się wyjaśnić.

Odwiedzić zieloną wyspę i naszego „Tramwajowego” Przyjaciela ;). Bo to już czas najwyższy!

Spełnić kilka swoich marzeń i cieszyć się życiem na co dzień i od święta. Bo bez tego nic nie ma sensu.

Oto co mam najlepszego w życiu

A jak będzie? Zobaczymy. Bądźmy dobrej myśli!

Szczęśliwego Nowego 2010 Roku!

I niech to będzie dobry rok!

Amen.

Zajebało świat na biało - Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!